Każda mama prędzej czy później będzie musiała zmierzyć się z tym problemem. Odparzenia, zaczerwienienia, swędzenie jest udręką dla naszych pociech. Dziś o tym jak i czym sobie z nimi radzić.
Oczywiście każde dziecko jest inne, inaczej reaguje na kosmetyki. Ja podpowiem co pomaga mojemu szkrabowi.
Mały problemów z odparzeniami nie miał w ogóle, mógł nosić każde pampersy, i te droższe i tańsze.. do czasu. Do czasu kiedy zaczął raczkować. Wtedy zaczęłam próbować wszystkiego. Najpierw próbowałam zmienić pieluszki. Nawet oryginalne Pampersy nie dawały rady. Kremów wypróbowałam dziesiątki. Nivea, Johnson's baby, Hipp, Sudocrem, Mustella.... nic nie pomagało. Próbowałam domowym sposobem babć czyli posypywanie mączką ziemniaczaną.. Nic. Ogień w pampersie. Chcąc ulżyć Wojtkowi i swojemu sumieniu w końcu udałam się do naszego lekarza rodzinnego. Pani doktor zapisała specjalnie robioną maść, według receptury wydawanej na receptę. I wiecie co? Pomogło! Dziś nigdzie się bez niej nie ruszamy.
Więc i jeśli waszym maluszkom nic nie pomaga, udajcie się do lekarza i zapytajcie o taką maść :)
A może macie macie jakieś własne wypróbowane metody?
wtorek, 10 grudnia 2013
niedziela, 1 grudnia 2013
10 miesięcy.
Wychowywanie dziecka jest niezwykle trudne. Wiedzą o tym Ci, którzy dzieci mają, przekonają Ci którzy będą mieć. To nie jest zwykła sielanka, aa bo dzieci są takie słodziutkie, tylko śpią i jedzą. Nie.
Samotne wychowywanie dziecka jest jeszcze trudniejsze...
Nieprzespane noce, kolki, katary, gorączki i biegunki... Skąd to znacie mamy, prawda? ;)
Ale i wychowywanie dziecka ma jeszcze drugą stronę medalu. Tą, która wynagradza te nieprzespane noce, wory pod oczami itp. To uśmiech dziecka, pierwszy ząbek, kroczek, słowo.
Dziś o 10 miesiącach z życia Wojtka. Krótkich, ale jakże intensywnych ;)
Wojtek już od urodzenia był dzieckiem bardzo "do przodu", więc nie zrażajcie się mamy, że wasze dziecko wcześniej czy później zaczęło raczkować, siadać, i wyszedł im ząb w 4 lub 9 miesiącu a nie 6.
Każdy maluszek jest inny, inaczej się rozwija, ale to nie znaczy, że nie jest wyjątkowy. Jest! A zwłaszcza dla swoich rodziców! :)
Wojciech na świat przyszedł 11 stycznia o 6.35 rano. Ważył 3960 g i mierzył 57 cm. Duży chłopak był i mama miała się co trudzić, tym bardziej, że rodziła siłami natury.
Pierwsze 3 miesiące życia były istną męką. Pamiętam je dziś tylko z sądami, pozwami, kłótniami o widzenia i przede wszystkim kolkami. Jest mi bardzo przykro, że nie mogłam skupić się na Wojtku tak jak chciałam, że nie mogłam dostatecznie przeżyć tego okresu gdy był zupełnie malutki, i że moje wejście w macierzyństwo zaczęło się tak trudno...
Ale było minęło, nie warto rozpamiętywać tego co było, tylko trzeba się cieszyć tym co jest! :)
Z każdym kolejnym miesiącem było coraz lepiej. Ustały kolki. Świetnie radziliśmy sobie z karmieniem piersią. Wojtek stawał się coraz silniejszy, rozumniejszy i śliczniejszy. Siadać zaczął gdy miał niespełna 5 miesięcy, po miesiącu siedział sam stabilnie. Jego pierwszy ząbek wyszedł w parę dni po ukończeniu pół roku. Za pierwszym wyskoczył drugi i trzeci.. i teraz jest już 6 :) Ząbkowanie przechodził strasznie.. z biegunką, gorączką i katarem.
Krótko po ząbkach zaczęło się raczkowanie. Najmilszy okres. Mały nie sięgał jeszcze nie porządanych przedmiotów, interesowała go każda zabawka, potrafił długimi godzinami bawić się w kojcu czy na dywaniku.
Zaczął chodzić po 9. W domu jest go pełno. Nie umknie jego uwadze żaden pilot do telewizora, komórka czy gazeta. Wtedy jedna para oczu nie wystarcza ;)
Mimo, że jest niezłym rozrabiaką (potrafi nawet grzebać w muszli klozetowej!) kocham go nad życie i wybaczam wszystko ;) No bo jak tu nie kochać? :)
A po co o tym wszystkim napisałam?
A no po to, żeby pokazać wszystkim mamą, że nawet gdy mają już dość wszystkiego, są zmęczone i zdenerwowane to niech policzą do 10, wezmą głęboki oddech, spojrzą na swoje dziecko, uśmiechną się, pocałują je i podziękują Bogu za największy skarb na świecie. Dziecko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)