wtorek, 10 grudnia 2013

Odparzenia? No problem!

Każda mama prędzej czy później będzie musiała zmierzyć się z tym problemem. Odparzenia, zaczerwienienia, swędzenie jest udręką dla naszych pociech. Dziś o tym jak i czym sobie z nimi radzić.
Oczywiście każde dziecko jest inne, inaczej reaguje na kosmetyki. Ja podpowiem co pomaga mojemu szkrabowi.

Mały problemów z odparzeniami nie miał w ogóle, mógł nosić każde pampersy, i te droższe i tańsze.. do czasu. Do czasu kiedy zaczął raczkować. Wtedy zaczęłam próbować wszystkiego. Najpierw próbowałam zmienić pieluszki. Nawet oryginalne Pampersy nie dawały rady. Kremów wypróbowałam dziesiątki. Nivea, Johnson's baby, Hipp, Sudocrem, Mustella.... nic nie pomagało. Próbowałam domowym sposobem babć czyli posypywanie mączką ziemniaczaną.. Nic. Ogień w pampersie. Chcąc ulżyć Wojtkowi i swojemu sumieniu w końcu udałam się do naszego lekarza rodzinnego. Pani doktor zapisała specjalnie robioną maść, według receptury wydawanej na receptę. I wiecie co? Pomogło! Dziś nigdzie się bez niej nie ruszamy.







Więc i jeśli waszym maluszkom nic nie pomaga, udajcie się do lekarza i zapytajcie o taką maść :)
A może macie macie jakieś własne wypróbowane metody?



niedziela, 1 grudnia 2013

10 miesięcy.


Wychowywanie dziecka jest niezwykle trudne. Wiedzą o tym Ci, którzy dzieci mają, przekonają Ci którzy będą mieć. To nie jest zwykła sielanka, aa bo dzieci są takie słodziutkie, tylko śpią i jedzą. Nie.
Samotne wychowywanie dziecka jest jeszcze trudniejsze...
Nieprzespane noce, kolki, katary, gorączki i biegunki... Skąd to znacie mamy, prawda? ;)
Ale i wychowywanie dziecka ma jeszcze drugą stronę medalu. Tą, która wynagradza te nieprzespane noce, wory pod oczami itp. To uśmiech dziecka, pierwszy ząbek, kroczek, słowo.
Dziś o 10 miesiącach z życia Wojtka. Krótkich, ale jakże intensywnych ;)

Wojtek już od urodzenia był dzieckiem bardzo "do przodu", więc nie zrażajcie się mamy, że wasze dziecko wcześniej czy później zaczęło raczkować, siadać, i wyszedł im ząb w 4 lub 9 miesiącu a nie 6.
Każdy maluszek jest inny, inaczej się rozwija, ale to nie znaczy, że nie jest wyjątkowy. Jest! A zwłaszcza dla swoich rodziców! :)

Wojciech na świat przyszedł 11 stycznia o 6.35 rano. Ważył 3960 g i mierzył 57 cm. Duży chłopak był i mama miała się co trudzić, tym bardziej, że rodziła siłami natury.


Pierwsze 3 miesiące życia były istną męką. Pamiętam je dziś tylko z sądami, pozwami, kłótniami o widzenia i przede wszystkim kolkami. Jest mi bardzo przykro, że nie mogłam skupić się na Wojtku tak jak chciałam, że nie mogłam dostatecznie przeżyć tego okresu gdy był zupełnie malutki, i że moje wejście w macierzyństwo zaczęło się tak trudno...
Ale było minęło, nie warto rozpamiętywać tego co było, tylko trzeba się cieszyć tym co jest! :)




Z każdym kolejnym miesiącem było coraz lepiej. Ustały kolki. Świetnie radziliśmy sobie z karmieniem piersią. Wojtek stawał się coraz silniejszy, rozumniejszy i śliczniejszy. Siadać zaczął gdy miał niespełna 5 miesięcy, po miesiącu siedział sam stabilnie. Jego pierwszy ząbek wyszedł w parę dni po ukończeniu pół roku. Za pierwszym wyskoczył drugi i trzeci.. i teraz jest już 6 :)  Ząbkowanie przechodził strasznie.. z biegunką, gorączką i katarem.
Krótko po ząbkach zaczęło się raczkowanie. Najmilszy okres. Mały nie sięgał jeszcze nie porządanych przedmiotów, interesowała go każda zabawka, potrafił długimi godzinami bawić się w kojcu czy na dywaniku.





Za niedługo mój szkrab skończy 11 miesięcy.
Zaczął chodzić po 9. W domu jest go pełno. Nie umknie jego uwadze żaden pilot do telewizora, komórka czy gazeta. Wtedy jedna para oczu nie wystarcza ;)
Mimo, że jest niezłym rozrabiaką (potrafi nawet grzebać w muszli klozetowej!) kocham go nad życie i wybaczam wszystko ;) No bo jak tu nie kochać? :)


A po co o tym wszystkim napisałam?
A no po to, żeby pokazać wszystkim mamą, że nawet gdy mają już dość wszystkiego, są zmęczone i zdenerwowane to niech policzą do 10, wezmą głęboki oddech, spojrzą na swoje dziecko, uśmiechną się, pocałują je i podziękują Bogu za największy skarb na świecie. Dziecko.

piątek, 22 listopada 2013

DIY- Literki na ścianę

Literek 3D na rynku mamy pełno. Ja dziś pokażę jak przygotować własne, niepowtarzalne, a do tego tanie!

Potrzebujemy:
-grubą tekturę
-trochę mąki i wody
-ręczniki papierowe
-nożyczki, ołówek, pędzelek
-taśmę dwustronną

Wykonanie:
1. Po pierwsze musimy przygotować wzory naszych literek. Mnóstwo szablonów znajdziemy w internecie, lub po prostu możemy wydrukować z Worda. Ja swoje wymyśliłam sama.



2.Wzory wycinamy, przerysowujemy na grubą tekturę i znów wycinamy.




3. Teraz musimy przygotować domowy klej: 2-3 łyżki mąki wymieszać w pół szklance gorącej wody tak by nie było grudek. Ręczniki papierowe drzemy na małe kawałki i nakładamy na nasze literki, przesmarowując całość klejem. Tych papierków nakładamy na siebie dość dużo, za każdym razem przesmarowując klejem, aż literki będą grubsze. Zostawiamy do wyschnięcia i stwardnienia.



4. Na koniec malujemy nasze literki na dowolny kolor i przyklejamy do ściany taśmą dwustronną.

Gotowe! ;)




Karm, mamo!

Po dość długiej nieobecności wracam z nowymi siłami, sprzętem, i pomysłami. ;)

I od razu chciałabym zapoznać was z programem społecznym Karm, Mamo!, w którym razem z Wojtusiem mamy okazję brać udział.
Dowiedzieliśmy się o nim oczywiście przypadkowo, a bierzemy udział dzięki Malinowej Szkoły Rodzenia, do której uczęszczałam będąc jeszcze w ciąży.




Główne cele:
  • ·         Ukazanie matek karmiących piersią w różnych sytuacjach życiowych, które są zadowolone       i cieszą się, że karmią swoje dzieci,
  • ·         Promocja karmienia piersią jako korzystnego dla matki i dziecka pod względem zdrowotnym   i  psychologicznym,
  • ·         Obalanie stereotypów, mitów dotyczących karmienia piersią.


Opis projektu:

Część I
to wystawa zdjęć wykonanych przez fotografa Zofię Bobrowską, przedstawiających karmiące mamy wraz z ich dziećmi, połączona ze spotkaniem z konsultantką lub doradczynią laktacyjną, lub innym specjalistą opiekującym się kobietami w ciąży i po porodzie na temat karmienia piersią w różnych sytuacjach życiowych.

Część II
(równoległa) to wydanie książki (około 120 stron A5) pod tytułem Opowieści o karmieniu piersią. Przełamując bariery. Składa się ona z dwóch bloków. Pierwszy będzie zawierał opowieści mam – bohaterek wystawy fotograficznej, spisane na podstawie wywiadów. Będzie można przeczytać opowieść mamy pierwszego dziecka, mamy kolejnego dziecka z dużą różnicą wieku, mamy po cesarskim cięciu, mamy dziecka z zespołem Downa, mamy bliźniąt, mamy wielodzietnej, mam karmiących dłużej niż rok, mamy, która nie doświadczyła żadnych trudności w karmieniu oraz takiej, która borykała się z licznymi komplikacjami, mamy karmiącej dwójkę dzieci – młodsze i starsze, mamy pracującej i karmiącej piersią tylko wieczorami i nocą, bardzo młodej (18-letniej) mamy uczącej się, mamy dziecka z silną alergią pokarmową. Drugi blok to dodatek do historii mam. Będzie zawierał informacje dotyczące dobrego startu w karmieniu piersią oraz jego zalet dla dziecka i mamy (medycznych i pozamedycznych).  Tę część opracowuje Alicja Nowaczyk – wyszkolona w CNOL Promotor Karmienia Piersią i doula. Nad poprawnością merytoryczną całej publikacji czuwa konsultantka IBCLC Ewa Masełkowska-Stępnik.


Teraz potrzebna jest wasza pomoc, każda złotówka się liczy!:)
A ja uchylam rąbka tajemnicy i przedstawiam małą próbkę tego co powstało dzięki naszej współpracy.
Wojtuś i ja: 










piątek, 4 października 2013

Decoupage i wiklina papierowa.

Miały być literki ale najpierw muszę podzielić się czymś innym ;)
Doświadczenia z wikliną papierową i decoupagiem mam dopiero od kilku dni, ale pochłonęło mnie to całkowicie i mam za sobą parę prac, którymi jestem zachwycona! :) Moja ulubienica to różana skrzynka, która zdobi mój pokój. To dopiero początek, w głowie kolejne pomysly:) A wam co najbardziej się spodobało?

poniedziałek, 30 września 2013

Z cyklu gadżety dla dziecka- nosidelko biodrowe Guinny Curbb

Nie tylko dorosli to gadzeciaze. Na rynku znajdziemy rowniez wiele sprytnych przedmiotow, ktore maja na celu ulatwic zycie rodzicom i dzieciom.

O czyms takim jak nosidelko biodrowe dowiedzialam sie przypadkiem. Kolezanka mamy miala podobne, z tym, ze ona musiala jedna reka podtrzymywac swoje dziecko, ktore siedzialo jakby na siedzonku opartym na biodrze. Poszperalam w internecie i znalazlam, zamowilam cos w sam dla nas! :)

Co to jest w ogole nosidelko biodrowe i kiedy sie przydaje?
Wielu pewnie slyszalo o nosidelkach, chustach i tym podobnych. Guinny Curbb rozni sie tym, ze przeznaczone jest dla troche wiekszych maluchow bo od 6 miesiaca, ale za to smialo moga chodzic w nim dwu czy nawet trzylatki.
Nosidelko rozni sie takze tym, ze dziecko  utrzymuje sie poprostu na naszym biodrze przez co nie obciazamy naszego kregoslupa gdyz trzyma sie ono stabilnie na dwoch pasach: wokol tali i przez ramie.

Poniewaz mieszkam pare kilometrow od centrum, i do jakiegokolwiek sklepu dojechac trzeba samochodem, nosidelko swietnie sprawdza gdy chce wyskoczyc na male zakupy do sklepu i nie musze za kazdym razem przewozic wozka, a Wojtek juz swoje wazy zeby trzymac go ciagle na rekach ;) Przydaje sie rowniez chociazby podczas grzybobrania, gdzie wozek nie nadaje sie na lesne tereny. Wlasnie z wyprawy na grzyby pochodza zdjecia :) Jedynym minusem jest tylko, ze nie spedzimy z dzieckiem calego dnia na biodrach, mimo wszystko po dluzszym czasie odczujemy bol.

Zostawiam ze zdjeciami i zycze milego dnia! :)
P.S A juz w nastepnym poscie pokaze jak samemu wykonac ozdobne literki z imieniem dziecka. Do zobaczenia! ;)

piątek, 27 września 2013

Wojtomania

Na swiat przyszedl, 11 stycznia... po dlugim oczekiwaniu, wczesniejszym zaskoczeniu, zwatpieniu czy dam rade, bo przeciez ile mam lat, bo szkola, bo matura... Pojawil sie w moim zyciu i obrocil go do gory nogami. Dzis ma juz prawie 9 miesiecy, to duzy chlopak, moj mezczyzna :) Stal sie dla mnie inspiracja by stworzyc cos, podzielic sie wzlotami i upadkami, macierzynstwem. Moj najwiekszy skarb, synus mamusi, oczko w glowie. On. Wojtek. :)