środa, 9 kwietnia 2014

Na sportowo.

Pierwszy wpis ze stylizacją.
Nie moją ;)
Dziś w roli głównej Wojtuś. Też uważacie że dresy i bluza są najwygodniejsze dla takiego małego brzdąca, którego wszędzie pełno? Bo ja tak!





czapka- adidas
bluza- reserved
bezrękawnik- cocodrillo
dresy- lupilu
buty- nike

czwartek, 13 marca 2014

Ulubione i znienawidzone ćwiczenia.

Moja walka z kilogramami trwa. Kiedyś wszelka aktywność fizyczna była przeze mnie znienawidzona... dziś stała się moją pasją. Dziś o moich ulubionych ćwiczeniach i tych, za którymi do końca nie przepadam ;)


Ulubione:

1. Bieganie!
Nie można nazwać tego ćwiczeniami... bieganie to styl życia. Mimo, że jestem świeżą biegaczką i tak naprawdę amatorką, mam już swoje małe sukcesy.
Jeszcze prawie 2 miesiące temu nie wyobrażałam sobie przebiegnięcia ciągiem 30 minut bez marszu...
Dziś bez przeszkód pokonuje dystans 8 km. Czas może nie najlepszy, ale pracuje nad tym, tak samo jak nad pokonywaniem coraz dłuższych tras.

Ćwiczyłam chyba już na wszystkim i z wszystkimi... rowerek stacjonarny, hula-hop, Mel B, Chodakowska...
i tak naprawdę stworzyłam swój własny plan treningowy, czerpiąc inspiracje po troszku z każdego.
A więc moje ulubione ćwiczenia:

2. Przysiady (różnego rodzaju) - wiadomo, świetnie 'robią' nasze pupy i uda!

 

3. Ćwiczenia na ręce- tutaj głównie ze Skalpela i 10 minut na ręce Mel B.
4. Ćwiczenia na pośladki (wszystkie ze zdj)
 
5. Ćwiczenia na brzuch- kocham ABS Mel B, plank, odwrócone brzuszki i ćwiczenia z obciążeniem(butelką wody w moim przypadku)
 
6. I oczywiście obowiązkowe rozciąganie!


A czego nie lubię?

Wykroków! Nie wiem dlaczego, zawsze łapie przy nich zadyszkę...mimo, że biegam. Ale zmuszam się, robię ile mogę ;)

I 'ściany płaczu'... wytrzymuję ledwo 30s. Ale poprawię się! :)


     

Enjoy! ;)


czwartek, 6 marca 2014

Żona, mama,babcia.

Dziś trochę o osobie, bez której nam mamom byłoby czasem ciężko.
Dziś o babciach i drugiej Janickiej.

Wiadomo, są babcie starej daty, takie które udzielają dobrych rad, mieszają się, każą chodzić do kościoła i według nich wszystko robimy źle... Ich pomoc jest oczywiście nieoceniona, ale nie ukrywajmy, czasem mamy ich dość ;)
Ale są i babcie wyluzowane, nowoczesne... i do takiego grona zalicza się moja mama- całe szczęście ! :)
W sumie to nie tylko mama... to czasem najlepsza kumpela, przyjaciółka, autorytet, może rzadko ta zrzędliwa babcia :)
Może czasem nie doceniałam tego jak wielki skarb chodzi po moim domu, buntowałam się w czasach gimnazjum, ale dziś sama będąc mamą  widzę ile jej zawdzięczam. Więc troszkę w ramach podziękowania. Post o starszej Janickiej, mamie 4 dzieci ( jestem jedyną córeczką, tak :)), żonie i podwójnej! już babci :)

Aśka, młoda jeszcze babka (39 lat skończy w sierpniu) ma wiele talentów (podobnie jak jej córka :D). To właśnie po niej, odziedziczyłam chyba tą żyłkę 'artystyczną'.
Niezmiernie jednak jej miłością na zawsze pozostaną kwiaty, kwiaciarnie w których nie raz pracowała i sama miała.








W tej sztuce i pomysłach podziwiam ją od dawna...

Kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą miałam pełno wątpliwości... ale wtedy przypominałam sobie właśnie o mojej mamie. O tym, że i ona znalazła się kiedyś w podobnej sytuacji. I o tym, że udało się jej wychować z tatą 4 porządnych ludzi...
I pewnie bez jej pomocy dziś nie dałabym rady. Dlatego mimo, że Dzień Matki dopiero w maju... bardzo jej dziękuję!



wtorek, 25 lutego 2014

running!

Biegam...! Tak, ja która nigdy tego nie cierpiała. Ale podobno dzięki bieganiu, wolnemu, co najmniej 30 minut najszybciej się chudnie. No i biegam :) już od miesiąca, z coraz lepszymi dystansami i czasami.
Dziś małe, miesięczne podsumowanie.
Pierwsze zdjęcie dzisiejsze, drugie z przed miesiąca.
Widać jakieś efekty? :)

czwartek, 9 stycznia 2014

Postanowienia.

Dawno mnie tu nie było. Zepsuty aparat. A tyle się wydarzyło... Ale mówi się trudno i trzeba zbierać na nowy ;)

Nowy Rok to czas na Noworoczne postanowienia. Ilu z was je robi? A ilu wytrwale się nich trzyma? No właśnie... z tym bywa trudniej. Ja mam ich kilka ( jak co roku :P)...Jednym postanowiłam się podzielić, i będzie on od teraz częstym tematem na blogu. Postanowiłam schudnąć. Wiem, wiem banalne... Nie mogę jednak znaleźć odpowiedniej motywacji, i może w tym przypadku dzielenie się moimi małymi kroczkami na blogu pomoże.

Przed ciążą ważyłam 65 kg przy wzroście prawie 170 cm, jakoś nigdy źle nie czułam się w swoim ciele. W trakcie ciąży dobiłam do 80 kg. Teraz ważę 72-3 kg i czuję się strasznie. Mały lada dzień skończy rok, a kilogramy zostały i za choinkę nie chcą się zgubić..!

Intensywniej trenować zaczęłam od początku rok, uważam też na to co jem.. Za mną ponad tydzień i 2 kg mniej. Można? Można, tyle trzeba chcieć. I ja małymi kroczkami chcę dobić do tych 65, później 60 ...           ... byłoby idealnie.


To tak na początek ;)

wtorek, 10 grudnia 2013

Odparzenia? No problem!

Każda mama prędzej czy później będzie musiała zmierzyć się z tym problemem. Odparzenia, zaczerwienienia, swędzenie jest udręką dla naszych pociech. Dziś o tym jak i czym sobie z nimi radzić.
Oczywiście każde dziecko jest inne, inaczej reaguje na kosmetyki. Ja podpowiem co pomaga mojemu szkrabowi.

Mały problemów z odparzeniami nie miał w ogóle, mógł nosić każde pampersy, i te droższe i tańsze.. do czasu. Do czasu kiedy zaczął raczkować. Wtedy zaczęłam próbować wszystkiego. Najpierw próbowałam zmienić pieluszki. Nawet oryginalne Pampersy nie dawały rady. Kremów wypróbowałam dziesiątki. Nivea, Johnson's baby, Hipp, Sudocrem, Mustella.... nic nie pomagało. Próbowałam domowym sposobem babć czyli posypywanie mączką ziemniaczaną.. Nic. Ogień w pampersie. Chcąc ulżyć Wojtkowi i swojemu sumieniu w końcu udałam się do naszego lekarza rodzinnego. Pani doktor zapisała specjalnie robioną maść, według receptury wydawanej na receptę. I wiecie co? Pomogło! Dziś nigdzie się bez niej nie ruszamy.







Więc i jeśli waszym maluszkom nic nie pomaga, udajcie się do lekarza i zapytajcie o taką maść :)
A może macie macie jakieś własne wypróbowane metody?



niedziela, 1 grudnia 2013

10 miesięcy.


Wychowywanie dziecka jest niezwykle trudne. Wiedzą o tym Ci, którzy dzieci mają, przekonają Ci którzy będą mieć. To nie jest zwykła sielanka, aa bo dzieci są takie słodziutkie, tylko śpią i jedzą. Nie.
Samotne wychowywanie dziecka jest jeszcze trudniejsze...
Nieprzespane noce, kolki, katary, gorączki i biegunki... Skąd to znacie mamy, prawda? ;)
Ale i wychowywanie dziecka ma jeszcze drugą stronę medalu. Tą, która wynagradza te nieprzespane noce, wory pod oczami itp. To uśmiech dziecka, pierwszy ząbek, kroczek, słowo.
Dziś o 10 miesiącach z życia Wojtka. Krótkich, ale jakże intensywnych ;)

Wojtek już od urodzenia był dzieckiem bardzo "do przodu", więc nie zrażajcie się mamy, że wasze dziecko wcześniej czy później zaczęło raczkować, siadać, i wyszedł im ząb w 4 lub 9 miesiącu a nie 6.
Każdy maluszek jest inny, inaczej się rozwija, ale to nie znaczy, że nie jest wyjątkowy. Jest! A zwłaszcza dla swoich rodziców! :)

Wojciech na świat przyszedł 11 stycznia o 6.35 rano. Ważył 3960 g i mierzył 57 cm. Duży chłopak był i mama miała się co trudzić, tym bardziej, że rodziła siłami natury.


Pierwsze 3 miesiące życia były istną męką. Pamiętam je dziś tylko z sądami, pozwami, kłótniami o widzenia i przede wszystkim kolkami. Jest mi bardzo przykro, że nie mogłam skupić się na Wojtku tak jak chciałam, że nie mogłam dostatecznie przeżyć tego okresu gdy był zupełnie malutki, i że moje wejście w macierzyństwo zaczęło się tak trudno...
Ale było minęło, nie warto rozpamiętywać tego co było, tylko trzeba się cieszyć tym co jest! :)




Z każdym kolejnym miesiącem było coraz lepiej. Ustały kolki. Świetnie radziliśmy sobie z karmieniem piersią. Wojtek stawał się coraz silniejszy, rozumniejszy i śliczniejszy. Siadać zaczął gdy miał niespełna 5 miesięcy, po miesiącu siedział sam stabilnie. Jego pierwszy ząbek wyszedł w parę dni po ukończeniu pół roku. Za pierwszym wyskoczył drugi i trzeci.. i teraz jest już 6 :)  Ząbkowanie przechodził strasznie.. z biegunką, gorączką i katarem.
Krótko po ząbkach zaczęło się raczkowanie. Najmilszy okres. Mały nie sięgał jeszcze nie porządanych przedmiotów, interesowała go każda zabawka, potrafił długimi godzinami bawić się w kojcu czy na dywaniku.





Za niedługo mój szkrab skończy 11 miesięcy.
Zaczął chodzić po 9. W domu jest go pełno. Nie umknie jego uwadze żaden pilot do telewizora, komórka czy gazeta. Wtedy jedna para oczu nie wystarcza ;)
Mimo, że jest niezłym rozrabiaką (potrafi nawet grzebać w muszli klozetowej!) kocham go nad życie i wybaczam wszystko ;) No bo jak tu nie kochać? :)


A po co o tym wszystkim napisałam?
A no po to, żeby pokazać wszystkim mamą, że nawet gdy mają już dość wszystkiego, są zmęczone i zdenerwowane to niech policzą do 10, wezmą głęboki oddech, spojrzą na swoje dziecko, uśmiechną się, pocałują je i podziękują Bogu za największy skarb na świecie. Dziecko.